Każdy człowiek posiada swoją rodzinną historię społeczną, na którą składa się wychowanie, obserwacja zachowań innych członków rodziny, oraz modyfikacja tego pod względem własnych przesłanek osobowościowych i temperamentalnych.
To właśnie mają na myśli wszyscy ci, którzy mówią, że nie ma dwóch jednakowych osób na świecie. Nawet bliźnięta jednojajowe, a więc genetycznie identyczne, podlegają w swoim życiu różnym uwarunkowaniom i inaczej się rozwijają.
To oznacza, że gdy dwie osoby zakochują się w sobie i postanawiają razem być, czy nawet biorą ślub, by spędzić ze sobą całe życie, to są to mimo podobieństw charakterologicznych, poglądowych, zawodowych nadal dwie zupełnie różne osoby, wychowane w dwóch zupełnie różnych rodzinach, podlegające dwóm zupełnie różnym oddziaływaniom, zupełnie różnych opiekunów.
DWIE ZUPEŁNIE RÓŻNE OSOBY!
Kochające się, lubiące, spędzające ze sobą czas, ale mimo wszystko, to nadal dwie zupełnie różne osoby.
Czasami mimo nawet najgorętszego uczucia, para zaczyna być ze sobą w konflikcie. Ona narzeka, że on nie spełnia jej oczekiwań, bo powinien być taki, a nie inny. On narzeka, że to właśnie ona nie jest taka, jaką miała być. I zaczyna się walka dwóch zupełnie różniących się od siebie osób o to, którym stylem życia będą żyć. Tym, który ona wyniosła ze swojego domu rodzinnego, naszpikowanego takimi czy innymi zakazami, nakazami, poglądami na temat zarządzania pieniędzmi, wychowania dzieci, spędzania wolnego czasu, roli kobiety i mężczyzny w związku, czy też tymi, które on wyniósł ze swojego domu rodzinnego, naszpikowanego takimi czy innymi zakazami, nakazami, poglądami na temat zarządzania pieniędzmi, wychowania dzieci, spędzania wolnego czasu, roli kobiety i mężczyzny w związku.
Ponieważ jako osoby wychowane w konkretnej rodzinie, rządzącej się takimi a nie innymi zasadami, trudno nam pojąć, że inni mogli zostać wychowani inaczej, a tym samym narzucamy ukochanej osobie ten sposób na życie, który znamy najlepiej ("bo go wyssaliśmy z mlekiem matki"), jako jedyny, słuszny i absolutnie idealny.
To stąd się biorą późniejsze słowa "jesteś taka sama, jak Twoja matka" czy "niedaleko pada jabłko od jabłoni" itp.
Brak wiedzy o innych rodzinach i funkcjonujących w niej osobach (mamach, tatach, babciach, dziadkach, ciociach, wujkach, braciach, siostrach, itd.) sprawia, że potem już jako para mieszkająca pod jednym dachem, ludzie zaczynają się z sobą ścierać. Jeśli nie dogadają się i nie ustalą punkt po punkcie swoich własnych oczekiwań względem funkcjonowania rodziny, którą tworzą, to ta rodzina, albo nie przetrwa próby czasu, albo będzie podlegać wzajemnemu destrukcyjnemu wpływowi.
Pamiętam opowieść jednej z kobiet, która ponad 20 lat po rozwodzie, nie potrafiła zrozumieć, czemu jej ex-mąż nie oddawał jej co miesiąc swojej wypłaty. Dla niej było czymś oczywistym, że mąż oddaje całą wypłatę swojej żonie, a ta zarządza finansami rodziny najlepiej, jak potrafi. Ten model przejęła od swoich rodziców. Jej ojciec właściciel prywatnego przedsiębiorstwa każdy zarobiony pieniądz przynosił swej żonie, która jako "etatowa" gospodyni domowa zajmowała się domem i ogrodem w każdym zakresie - od decyzji co kupić na obiad, po zamówienie dekarzy do naprawienia dachu.
Mąż owej kobiety natomiast wychował się w rodzinie o innym modelu zachowania. U niego zarówno matka jak i ojciec pracowali zawodowo na kierowniczych stanowiskach, oboje mieli swoje własne pieniądze i oboje sami decydowali, na co zostaną wydane ich własne wypłaty, po tym jak uregulują wszystkie należne rachunki domowe. Nie dzielili się wzajemnie swoją gotówką, nie rozliczali z wydanych nadwyżek finansowych. Szanowali wzajemnie swoje prawa do swoich wydatków.
W pierwszym przykładzie wyraźnie widać głęboką zależność pomiędzy małżonkami w sferze finansów. W drugiej dużą niezależność.
Im więcej różnic pojawi się podczas wspólnego życia, tym ważniejsze staje się ustalenie kto czym ma się zajmować, aby w rodzinie panował emocjonalny spokój i porządek.
W szkole uczymy się mnóstwa rzeczy - wiemy jaki wzór ma kwas solny, jaka kometa pojawi się w ciągu najbliższych 3 lat na nieboskłonie, kto w XII wieku ustanowił prawa dla szlachty, ile lat miała królowa Jadwiga, gdy zasiadała na tronie, kim był Fibonacci, oraz gdzie leżą góry Malinowe.
Nikt jednak nie uczy dzieci i młodzieży, jak żyć ze sobą, aby być szczęśliwym człowiekiem i tworzyć szczęśliwą rodzinę. Tak jakby sprawa udanego życia była mniej ważna od matematyki, fizyki, chemii, biologii, geografii, języka rodzimego i dwóch języków obcych, historii, wychowania o społeczeństwie, muzyki, plastyki, itd.
Temat bycia szczęśliwym człowiekiem, który tworzy szczęśliwą rodzinę, jest zupełnie pomijany. Nawet jeśli poruszane są tematy związków, to są poruszane w aspekcie życia seksualnego, a w szczególności metody zabezpieczania się przed ciążą, które uczą jak nie mieć rodziny, zamiast jak ją właściwie tworzyć. Ale nawet najbardziej satysfakcjonujący sex, nie rozwiąże za kobietę i mężczynę spraw związanych z pozytywnym planowaniem bycia ze sobą.
Ponieważ większość z nas nie została nauczona, jak żyć, aby wieść szczęśliwe życie, to nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć sprawy w swoje ręce.
Czyli ustalić punkt po punkcie, jakie mamy wzajemne oczekiwania względem siebie nawzajem, względem związku, który tworzymy, względem finansów rodziny i finansów osobistych, względem wychowania dzieci, względem pracy zawodowej i opieki nad domem, względem spędzania czasu wolnego i urlopów, względem decyzji, gdzie i jak chcemy mieszkać, względem kontaktów z teściami, względem ustalenia tego wszystkiego, co po drodze może się przydarzyć.
To bardzo istotne, ponieważ im więcej zagadnień zostanie ustalonych i określonych już na początku związku, tym łatwiej będzie go budować w sposób satysfakcjonujący. Oczywiście nie oznacza to, że jeśli para zacznie ustalać swoje wzajemne oczekiwania 20 lat po ślubie, to jest to za późno. Nigdy nie jest za późno na udoskonalanie swojego życia! Żaden czas i wkład pracy włożony w to, aby związek przynosił nam szczęście, nie jest czasem straconym. Wręcz przeciwnie - czas ustaleń, rozmów (nawet tych gorących), to czas, który para spędza razem, zbliża się do siebie, poznaje się lepiej, zacieśnia więzy i buduje intymność.
Oczywiście ustalenia to nie będą w 100% sztywne, ponieważ życie jest nieprzewidywalne i mogą zadziać się sprawy o których wcześniej nikt nie myślał. W takiej sytuacji na bieżąco trzeba rozwiązywać poszczególne kwestie.
Jeśli para nauczy się, ustalania pomiędzy sobą wszystkich tych kwestii, które są dla niej ważne, wtedy modyfikacja ustalonego planu, czy dodawanie do niego nowych elementów, będzie przychodzić spontanicznie i naturalnie. Kłótnie o to, kto ma rację, czy kto ma coś zrobić, zastąpią miejsce rzeczowej rozmowie na ten temat. To moment, w której walka o to czyje będzie na wierzchu przestaje istnieć. To moment w którym para zeszła z pojmowania świata w kategoriach JA, do kategorii MY.
Poniżej załączam podstawowe pytania, na które warto wspólnie z partnerem odpowiedzieć, aby jak najwięcej kwestii zostało ustalonych. Tylko rzeczowe ustalenie, jaki jest zakres obowiązków partnerów względem siebie, dzieci, domu, pracy, sprawi, że życie stanie się prostsze, bardziej uporządkowane, a tym samym bardziej satysfakcjonujące.
Poniższe stwierdzenia potraktuj roboczo, ponieważ to tylko przykłady kwestii, które wymagają ustalenia. Dopisuj jak najwięcej swoich, bo tylko Twoje ustalenia z Twoim partnerem kształtują Wasz związek.
Jakie kwestie chcę ustalić odnośnie funkcjonowania mojego związku, aby czuć się w nim dobrze?
Powodzenia :)
Artykuł pochodzi z e-kursu "Re-kolekcja swojego życia" >>